Madame Dominique

kwiecień 21, 2009 at 8:12 am (sex)

Robert rok temu przeprowadził się z Freiburga do Stuttgartu. Przeglądając w internecie „Przewodnik osobliwości”, zwrócił uwagę na fotoofertę długonogiej brunetki w butach z cholewami i aroganckim spojrzeniem. Taki image odpowiadał jego gustowi. U niej postanowił odbywać nową niewolniczą sexsłużbę. Madame Dominique otrzymała wkrótce list od poprzedniej „właścicielki” R-7 z Freiburga: „Wielce szanowna Dominique! Przedstawiony Pani niewolnik jest odpowiednim materiałem do surowego traktowania. Dzięki swoim przesadnym skłonnościom daje się doskonale tresować. Przyzwyczajony jest do dokuczliwego ujarzmiania i surowych kar. Nauczył się wykonywać każdego rodzaju najpodlejsze prace: obsługiwanie w ubikacji swojej władczyni lub jej gości albo czyszczenie ich stóp językiem. Proszę postępować z nim jak najokrutniej. Z pozdrowieniami…” R-7 zostaje ukrzyżowany i po biczowaniu znowu rzucony na posadzkę. Jego pani przynosi banana. Opluwa go i wrzuca do metalowej miski dla psa. „Ty obrzydliwy szczurze, szmato! Jesteś pewnie głodny! No to żryj!” – dziesięciocentymetrowy obcas wbija się w plecy R-7, popychając go w stronę miski. Pejczem i kopniakami Madame dodaje mu apetytu, a gdy wszystko zostaje zjedzone, zostawia go samego i idzie na górę. Dla R-7 to już koniec dzisiejszej tresury. Na parterze salonu Madame Dominique urządzony jest „raj z kliniczną erotyka” z pomieszczeniem pod nazwą BEZ PROTESTU, a pierwsze piętro oprócz „gumowego salonu”, „mokrej celi” i „izby śledczej” zajmuje pokój Kathy, 27-letniej, sexownej współpracownicy Madame. Tam obie odpoczywają i załatwiają interesy.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Znajomy mi opowiedzial…

kwiecień 16, 2009 at 1:16 pm (sex)

Najgłośniej było w kuchni, gdzie zamknęli się małżonkowie, lecz najwyraźniej nie mogli w jakiejś kwestii dojść do porozumienia. Żona początkowo zdecydowanie odmawiała zdjęcia czegoś tam, potem wyrażała zniecierpliwienie, że coś tam nie staje, a w końcu domagała się, aby mąż robił coś tam „konkretnie, a nie tylko po wierzchu”. W łazience powtarzano chyba numer „na praczkę”, co zdradzały żeńskie głosy wzmocnione przez pudło rezonansowe wanny, z ciasnego przedpokoju dochodziło jedynie miarowe szuranie i tylko w największym pomieszczeniu, gdzie stał stół biesiadny (świetne miejsce na sex!) było cicho. Co nie znaczy, że tu zabrakło bzykającej się pary. Ściślej, to usiłującej to robić na dywanie „towarzyszki” o pseudonimie artystycznym Marzena i słomianego wdowca. Ona przejawiała nawet chęć doprowadzenia mu laski do pionu sexem oralnym, ale jego stan nieważkości jej tego nie ułatwiał. A gdy jeszcze wróciła Natasza, to on już całkiem skapitulował, bo obecność osób trzecich zwykle pozbawiała go męskiego wigoru. Po pewnym czasie znów wszyscy zasiedli do stołu. Jedzono i pito, a co pewien czas jakaś para konsumowała też zawartą znajomość w którymś z przyległych pomieszczeń. Ambicją towarzystwa było, aby spróbował każdy z każdą, co chyba w stu procentach nie udało się nikomu na naszej pornoimprezie.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Królowa nocy

kwiecień 15, 2009 at 12:45 pm (sex)

Królowa nocy tego miasta to ja. Pytasz: jakiego miasta? Ja ci odpowiadam: każdego, w którym aktualnie się znajduję. Czy to ważne, gdzie teraz jestem? Czy w Pradze, Warszawie, Berlinie, czy w Nowym Jorku? Nie. Ważne jest, że gdy wychodzę nocą na miasto, żeby się zabawić, nie mam żadnych hamulców. Jestem tancerką erotyczną (erotyka z moim udziałem to górna półka!). Moje ciało znają bywalcy „zakazanych” miejsc niemal na całym świecie. Uwielbiam rozbierać się, czując na sobie wzrok napalonych facetów i widząc ich dyszące żądzą sexu twarze. Podczas mojego popisowego porno numeru, kiedy onanizuję się na oczach tłumu wielkim dildo, niektórym z widzów mokną rozporki. Tak się podniecają na mój widok. A gdy prezentuję na scenie podwójny wsad, faceci wręcz szaleją. Więc sam widzisz, że jestem prawdziwą królową nocy. Miałbyś ochotę nadziać mnie na swój oręż? Przecież widzę, że ci się podobam, więc chodź tu do mnie…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

MŁODE LWY

marzec 26, 2009 at 2:37 pm (sex) (, , )

Latem hormony buzują, nic dziwnego przeto, że telewizja publiczna w ramach takoż publicznej misji edukacyjnej, w cyklu „Okruchy życia”, pokazała film pod polskim tytułem „Nastolatki”. Tytuł oryginały brzmi „She’is too young”, co tłumaczy się jako: „Ona jest zbyt młoda”. I jest to tytuł nader adekwatny do przedstawionej historii, w której czternastoletnie panienki oddają się erotycznemu rozpasaniu z niewiele starszymi partnerami. Doprowadza to do wybuchu w szkole epidemii kiły. O wartości artystycznej filmu nie ma co mówić, obraz młodocianej rui i porubstwa jest jednak porażający. I tu słowo pocieszenia: jak dowodzi ostatni raport na temat seksualności młodych Polaków, przynajmniej nad Wisłą nie taki diabeł straszny, jak go w USA malują. Choć z optymizmem bym nie przesadzała i westchnieniami ulgi, że to tylko w Ameryce, gdzie, jak wiadomo, nawet biją Murzynów. Jak to więc jest po obu stronach Wielkiej Wody? I tu, i tam nastoletnia moda ostatnich lat każe dziewczynkom przeobrażać się w małoletnie kurewki. Image Lolity jest wszechobowiązujący – w szkole, na ulicy, w dyskotece: obnażone pępki z nierzadko wpiętym weń kolczykiem, dżinsy ledwo trzymające się na dziecięco wąskich jeszcze biodrach, zsuwające się z pupy, w którą wrzyna się cienki pasek stringów, opadające z ramion podkoszulki, jakaś różyczka wytatuowana w dyskretnym miejscu niby przypadkowo odsłoniętym, wytuszowane rzęsy sięgające gwiazd i młodzieńczo rumiane policzki zasmarowane fluidem, którego „jesteś warta”, słowem: starannie wypracowana nonszalancja w sposobie „noszenia się”, wskazująca na totalną swobodę obyczaju. Tymczasem pod tym swawolnym kostiumem i charakteryzacją ala femme fatale często kryją się cnotliwe Zuzanny, szpanujące wobec swych rówieśniczek, starannie ukrywające fakt pozostawania w cnocie, a nawet chcące swój wianek zachować aż do nocy poślubnej. Jeśli miałyby go utracić – to najlepiej w romantycznych okolicznościach przyrody, w ostatnich promieniach, z chłopakiem, którego pokochają ze wzajemnością. O ile prawdą jest twierdzenie o ciągle postępującym spadku wieku inicjacji seksualnej, nie należy demonizować zjawiska. W Polsce „ten pierwszy raz” wciąż przypada w okolicach osiemnastki, pod tym względem nie jest więc tak źle, jak to niektórzy przedstawiają. U nas jedynie 15 procent nastolatków traci cnotę w wieku piętnastu lat, podczas gdy w Niemczech jest to blisko jedna trzecia, a w Wielkiej Brytanii to nawet ponad 40%! Prawdziwym dramatem natomiast można nazwać to, co dzieje się w sferze tak zwanej edukacji seksualnej. Młodzi ludzie wciąż wiedzę na „te” tematy czerpią z rozmów z rówieśnikami. Ci zaś własny brak doświadczenia (który skwapliwie tuszują) i rzetelnej wiedzy nadrabiają budowaniem legend i mitów. Drugim źródłem informacji „co i jak” stała się internetowa pornografia. Seksuolodzy biją na alarm: wyedukowani na dziełkach w rodzaju „Laska, która ma zajęte wszystkie dziurki” lub „Nasza kelnerka lubi francuskie ciasteczka” myślą, że tak to powinno wyglądać w prawdziwym życiu, podczas gdy w porno-filmikach otrzymują dość specyficzną wersję tego, co może(?) dziać się między kobietą a mężczyzną (no, dobrze: dziewczyną i chłopakiem!). Rodzice wciąż należą do kategorii ludzi, którzy „tych rzeczy” po prostu nie robią. Co gorsze, nawet rozmowa o sexie z nastolatkami nie bardzo jest możliwa, bo nie są oni w stanie wyjść poza krąg wulgarnych określeń na to, co i czym w seksie „się robi”. Edukatorzy seksualni twierdzą też, że dziewczyny wiedzą, czym jest „petting”, a nie wiedzą gdzie mają pochwę i macicę, i gdzie w organizmie kobiety dochodzi do zapłodnienia. – Czy drogą żołądkową można zajść w ciążę? – to jedno z pytań, jakie trafiły do edukatorów seksualnych z „Pontonu”. Zadała je panienka, której zdarzyło się połknąć spermę. Przy okazji dodajmy, że dla wielu młodych sex oralny nie jest… sexem. A masturbacja – jest grzechem. A jednak nastoletni Polacy marzą o uczuciach wzniosłych, o bliskości, po prostu: o miłości, i to przede wszystkim w jej wymiarze duchowym, w dalszej zaś kolejności o fizycznych upojeniach. Żeby nie było zbyt pięknie, dodajmy od razu, że blisko 5% młodocianych Polek uprawia prostytucję i to wcale nie pod wpływem szantażu czy innych form wymuszeń, ale z własnej nieprzymuszonej woli, godząc – we własnym mniemaniu – przyjemne z pożytecznym. Ale o różnych formach sponsoringu już pisaliśmy. Seksuolodzy mówią: powinniśmy uczyć młodych ludzi szacunku dla siebie i własnego ciała. Udając, że związane z seksualnością problemy nie istnieją, tylko je pogłębiamy. OK. Tylko… kogo to obchodzi? – konkluduje autor raportu o sexualności młodych Polaków w majowej „Polityce”.

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

Jednoczesny orgazm: jak to zrobić?

marzec 23, 2009 at 12:20 pm (sex) (, , , )

Na temat sexu można rozprawiać bez końca. Człowiek powodowany ciekawością wciąż szuka odpowiedzi na pikantne pytania. W tej rubryce staramy się objaśniać najbardziej interesujące zagadnienia ze świata erotyki.
Nie zawsze wychodzi… – mówi Mirek – ale kto raz doznał tej rozkoszy, zawsze będzie o niej marzył. Tak entuzjastycznie o jednoczesnym orgazmie wypowiada się Mirek, który miał okazję przeżywać go wraz ze swoją przyjaciółką Renatą. – Kiedyś udało nam się za pierwszym razem. Wróciliśmy z pewnej imprezki trochę wstawieni, ale za to w doskonałych nastrojach. Położyliśmy się spać, jednak nie mogliśmy zasnąć. Wtedy nam się zachciało. Włożyłem Renacie dłoń pod koszulkę. Ona miała już stwardniałe sutki, co mnie jeszcze bardziej nakręciło. Sięgnąłem więc do jej majtek, zsunąłem je, później podciągnąłem do góry koszulkę. Całowałem Renatę po całym ciele, ssałem sutki, lizałem… Później Renia usiadła na mnie i zaczęła mnie ujeżdżać. Kręciła się na moim członku jak na korbie od stara. Ja położyłem się wygodnie, włożyłem dłonie pod głowę i z przyjemnością obserwowałem, jak się na mnie porusza. W pewnej chwili mój penis musiał natrafić w jej cipce na jakieś szczególnie czułe miejsce, bo nagle Renia jęknęła: „O matko! Dochodzę!”. Wtedy położyłem się na niej i z całych sił zacząłem ją posuwać. Tak osiągnęliśmy wspólny, niesamowicie intensywny orgazm! Ale cóż takiego wyjątkowego jest w przeżywaniu jednoczesnego zaspokojenia? Na ten temat wiele może nam powiedzieć terapeuta dr Marek Szygulski. – Wspólne szczytowanie dostarcza niezwykle silnej przyjemności, gdyż kochankowie podczas aktu miłosnego niemal stapiają się ze sobą w jedno ciało. Odczuwa się tu totalne związanie i jedność z partnerem. Przypomina to stan po podaniu środków odurzających – kochankowie są na „haju”. Mężczyzna czuje, jak wagina kobiety zaciska się na jego prąciu, natomiast kochanka ma wrażenie, że w środku jej ciała znajduje się pulsujący, gorący i żywy przedmiot. Takich bodźców dostarcza jej podrygujący w erekcji członek. Niezwykle trudny do opisania orgazm nie jest niestety czymś powszednim. – Na wykresie krzywej podniecenia mężczyzny i kobiety znacznie różnią się od siebie – objaśnia dr Szygulski. – U panów linia szybko wznosi się, po czym następuje załamanie (wytrysk spermy), u kobiet natomiast przebiega wolniej w górę, po czym stopniowo opada. Tu napięcie sexualne po orgazmie utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas, więc panowie nic powinni zapominać o dodatkowych pieszczotach swojej partnerki. – Początkowo mój przyjaciel Krzysztof zawsze dochodził wcześniej ode mnie – opowiada Ula – Potem jednak odkryliśmy pewien sposób: zawsze gdy zbliża się wytrysk, Krzysiek przerywa na chwilę ruchy frykcyjne i rozluźnia mięśnie pośladków. Później zaczyna na nowo mnie posuwać. Tuż przed moim orgazmem ponownie przestaje się we mnie poruszać, a ja czuję w sobie pulsujący z podniecenia członek. Następnie Krzysiek znów zaczyna kołysać biodrami, ale teraz powolutku, tak ze dwa lub trzy razy, i znów przestaje mnie kochać. Wtedy ogarniają mnie pierwsze fale orgazmu. Mój chłopak teraz ostro zabiera się za mnie i może być nawet bardzo gwałtowny. Właściwie, to robi tak, by zdążyć się spuścić w czasie mojej ekstazy. Zwykle mu się to udaje i razem dosłownie rozpływamy się w ogarniającej nas rozkoszy. Można wymienić kilka pozycji, które z pewnością pomogą wam w osiągnięciu jednoczesnej przyjemności:
- przy „wadze” powstaje szczególny rodzaj erotycznego tarcia, poprzez powolne i głęboko wnikające ruchy,
- pozycja doggy-style (dogging) od tyłu pozwala na łatwą stymulację kobiecego punktu G,
- w pozycji łyżeczkowej kobieta czuje się kochana i otoczona opieką mężczyzny, może też dodatkowo dłonią stymulować łechtaczkę (lub robi to partner).
Podstawowym warunkiem umożliwiającym osiągnięcie jednoczesnego zaspokojenia jest sexualne zgranie i silne podniecenie. Partnerzy muszą się całkowicie poddać ogarniającej ich namiętności i powiedzieć sobie o swoich najskrytszych fantazjach i pragnieniach. Nie bez znaczenia są tu miejsce aktu miłosnego, nastrój i pozycja. Dla kobiet ważna jest długa gra wstępna. – Gdy wcześniej zadowalam moją kochankę językiem, jest bardziej rozluźniona i łatwiej osiąga orgazm – mówi Grzegorz. – Najczęściej układamy się w pozycji „69″. Ja najpierw zadowalam Mariolę oralnie, a ona ma wtedy możliwość koncertowej gry na moim flecie. Potem przechodzimy do pozycji misjonarskiej. W tym momencie jesteśmy oboje już mocno podnieceni. W konsekwencji wspólnie przeżywamy intensywny orgazm i często szczytujemy razem. Ona lubi wtedy mi szeptać różne świństewka do ucha. Ja zaś tryskam w niej spermą, aż się z niej wylewa!

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy

Pikantna historia

marzec 17, 2009 at 4:02 pm (sex) (, , )

Morduje się dla pieniędzy, z zazdrości czy nienawiści. Najczęściej jednak dochodzi do zbrodni dlatego, bo jakaś parka chce się pieprzyć. A czasami wszystkie powody występują naraz! Carla leżała w wannie, popijała z wysokiego kieliszka chłodnego szampana i grzebała sobie w cipce drugą dłonią, gdy do łazienki bez pukania wszedł jej szofer. Dobrze zbudowany Włoch usiadł na krawędzi wanny i bezceremonialnie wpakował jej łapę między nogi. – Jesteś wilgotna, bo siedzisz w wodzie, czy też dlatego, że właśnie zrobiłaś sobie dobrze? – zapytał Gino Susti. – Chyba nie muszę się męczyć sama, jeśli mogę mieć prawdziwego kutasa – odszczeknęła atrakcyjna brunetka i, prowokując szofera, wynurzyła się nieco z wanny, aż na powierzchni pojawiły się jej piersi. – Myślisz, że to najlepsza pora na numerek? Twój mąż dopiero od 12 godzin jest pod ziemią… – zastanowił się Gino, ale zaczął zdejmować spodnie. Pod obcisłymi bawełnianymi bokserkami zarys jego naprężonego chuja byt już bardzo dobrze widoczny. Carla rzekła: – Upłynęła kupa czasu, zanim zdołaliśmy załatwić tego starego pierdziela. Ale postaraliśmy się w końcu o morderstwo doskonale. Policja w życiu nie dojdzie, że to nie był wypadek. Chyba nam się udało. Pani konsulowa Bornheimer wyszła z wanny, ściągnęła mężczyźnie bokserki, a następnie usiadła na stojącym obok wanny krześle i rozłożyła szeroko nogi. Jej lekko owłosiona cipka błyszczała zachęcająco prorokująć pikantny sex. Gino zbliżył się do kobiety, przejechał dłonią po jej udach, a później dotarł do szparki. Dwoma kciukami delikatnie rozchylił wargi sromowe, odsłaniając różowe płatki. Później zaczął się bawić nabrzmiewającą łechtaczką. Włożył do dziurki język i jego koniuszkiem zataczał kręgi, liżąc na przemian ścianki waginy albo wsysając się w różowe ciałko. Włoch wyprostował się i zbliżył chuja do cipki kobiety. Carla przymknęła oczy, zarzuciła Włochowi nogi na ramiona, nadstawiła dziurkę i naprężyła ciało. Później jednym płynnym ruchem tyłka nadziała się na sterczącego kutasa, zamykając go aż po same jaja w swoim gorącym wnętrzu. Twardy członek natychmiast zaczął robotę. Jakby reszta ciała mężczyzny była tylko dodatkiem do jego chuja, wdzierał się w dziurkę i wysuwał z niej tak mocno, że odsłaniała się błyszcząca żołądź, by po chwili znów wniknąć z odgłosem cichego mlaśnięcia. I dokładnie w momencie, gdy wysunął się z niej ostatni raz i na piersi kobiety wystrzelił z niego strumyczek spermy, ktoś zadzwonił do drzwi. Po sexie Carla wstała z krzesła, szybko starta nasienie z kształtnych cycuszków. Chusteczką powycierała wilgotne krocze, a następnie narzuciła na nagie ciało szlafrok. Poszła otworzyć drzwi. – Ciekawe, kto tak późno przychodzi z kondolencjami? Zachowuj się poważnie, proszę – poleciła. Pani konsulowa Bornheimer zrobiła smutną minę załamanej wdowy i otworzyła drzwi. Naprzeciw niej stali dwaj policjanci z wydziału kryminalnego. Komisarz Paul Canetti i jego asystent Oliver Bantu. – Proszę nam wybaczyć, szanowna pani… – w głosie Canettiego słychać było współczucie. – Ale podejrzewamy, że śmierć pani męża nie była przypadkowa. To znaczy – nie wygląda to nieszczęśliwy wypadek. – Co dokładnie ma pan na myśli? – zapytała Carla Bornheimer. – Zabójstwo, szanowna pani. – Zabójstwo?! Nie rozumiem – głos kobiety załamał się, zaczęła szlochać. Gestem zaprosiła policjantów do środka. – Przychodzimy z powodu Gino Susti, pani szofera. Podobno miał napełnić zbiornik paliwa w jachcie? – Zgadza się. Ale co to zaniedbanie ma wspólnego z morderstwem? – Byłoby to wytłumaczenie, dlaczego jacht konsula z nim na pokładzie został wyrzucony na skały podczas sztormu. Wdowa Bornheimer odwróciła się od policjantów i podeszła do okna. – Co zyskałby Gino na śmierci mojego męża? Dlaczego miałby to zrobić? – Powód jest prosty: pieniądze. Dobrałby się do nich, jeśli ożeniłby się z kobietą, która odziedziczyła spadek po zmarłym mężu… – To podła insynuacja! – pani Bornheimer patrzyła na komisarza z oburzeniem. – Tego feralnego dnia doszło do sprzeczki pomiędzy pani mężem a szoferem. Pobili się nawet. Są świadkowie, którzy twierdzą, że pani mąż zarzucił Gino Susti, że bez jego wiedzy korzystał z motorówki. Czy ma pani coś do dodania? – Nieporozumienie! Konsulowa Bornheimer zaczęła się tłumaczyć za swojego kochanka: – Gino na moje polecenie montował na desce rozdzielczej w sterówce statuetkę bogini Fortuny. To miał być prezent dla mojego męża z okazji rocznicy ślubu, Canetti pokiwał głową. – Znalazłem statuetkę. Ktoś ją zamontował tuż obok kompasu. Uważam jednak, że jak na kręgi, w których się pani obraca, to ten prezent należy do wyjątkowo tanich… Pani Bornheimer poczerwieniała ze złości. – Statuetka jest ze szczerego złota! – Czy pani sama kupiła ten posążek? – zapytał drugi z policjantów. – Gino załatwił go dla mnie. Ale Gino nigdy by mnie nie oszukał… – Muszę panią rozczarować. Bogini jest tylko pozłacana. – A więc mnie wrobił… – uśmiechnęła się niepewnie konsulowa. Czerwień na jej twarzy ustąpiła bladości. – Ale to sprawa tylko miedzy nami. Policji nie powinno to obchodzić. – Tego bym nie powiedział – kontynuował komisarz. – Ten fakt jest przełomowy dla śledztwa. Gdyż teraz możemy udowodnić, kto w tak wyrafinowany sposób spowodował, że jacht pani męża rozbił się o skały, a tym samym założyć, że posłał konsula na pewną śmierć. Uśmiech zamarł na ustach pięknej wdowy. – Nie rozumiem pana toku rozumowania. Co pan ma na myśli? Canetti wpatrywał się badawczo w kobietę. – Skały były po prawej stronie burty, dlatego morderca położył statuetkę po lewej stronie kompasu. W ten sposób igła busoli została przyciągnięta przez ten kawał metalu, a motorówka zboczyła w nocy z kursu. Gdyby posążek był ze szczerego złota, nic takiego by się nie stało, gdyż złoto nie ma właściwości magnetycznych… Jest pani aresztowana za podżeganie do morderstwa!

Bezpośredni odnośnik 10 komentarzy

Każda myśl podnieca, każdy ruch rozbudza

marzec 11, 2009 at 4:36 pm (sex) (, )

Z kim, byle móc to robić. A właści­wie nie do końca. Pragnienie seksu wiąże się bowiem nierozerwalnie z elementem ryzyka – aby przeżyć chwile pełne niezdrowego napięcia, nimfomanki prowokują niebez­pieczne sytuacje i często zmieniają partnerów. Sex z nieznajomym nie budzi w nich strachu. Podobnie sex z dwoma lub większą ilością partnerów. Dla osiągnięcia satysfakcji są zdolne przekroczyć wszelkie możliwe granice. Same szukają okazji i często prowadzą całą erotyczną grę.

Bezpośredni odnośnik 16 komentarzy